Gdy trzeba uciec...



Życie układa się różnie. Czasem wszystko idzie się po naszej myśli, innym razem wciąga wir wydarzeń, a jeszcze innym razem nic nie jest tak jak trzeba. W tym ostatnim wypadku najczęściej mam ochotę na ucieczkę, choćby na chwilę - daleko od życia codziennego, ludzi, internetu...
Wakacje, urlopy - to czas idealny, żeby odpocząć i choć na chwilę zapomnieć o szarej rzeczywistości. Aura za oknem nie zachęca do dłuższego przebywania na mrozie, chyba że ktoś lubi sporty zimowe i odmrożenia, więc na rozgrzanie podzielę się kilkoma zdjęciami z mojej - co prawda rodzinnej, ale zawsze - ucieczki.




W te wakacje wyjątkowo wylądowałam nie nad morzem, a w górach. Przyznam, że byłam bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy. Morze mnie po prostu nudzi - co jest ciekawego w leżeniu plackiem na słońcu przez pół dnia? W dodatku ten wszędobylski piach i tłumy... Janusze w skarpetach i sandałach, Grażynki które czasem wyglądają jakby chciały kandydować do głównej roli w "Uwolnić orkę", biegające, krzyczące i gubiące się dzieci... Czujecie ten klimat? ;)




Poeci i inni artyści wielokrotnie opiewali w swoich utworach urodę gór. Wystarczy tylko sięgnąć do twórczości z okresu Młodej Polski, np. wierszy Kazimierza Przerwy-Tetmajera, czy tekstów nieco bardziej współczesnych, choćby Edwarda Stachury. Stare Dobre Małżeństwo świetnie przełożyło teksty tego drugiego na grunt muzyczny, co przyczyniło się do znacznej popularyzacji jego utworów, m.in. w środowisku harcerskim - komu nie zdarzyło się siedzieć przy ognisku i przy akompaniamencie gitary śpiewać na przykład o bieszczadzkich aniołach? 



Co takiego wyjątkowego jest w górach? 
Powiedziałabym krótko - drzemie w nich siła. Siła, której człowiek nie może ot, tak przezwyciężyć. Potęga, której się boi i na którą od setek tysięcy lat nie ma wpływu.




Nie od dziś jednak wiadomo, że ciekawość zmusza człowieka do ciągłego parcia do przodu, przezwyciężania lęków i okiełznywania tego, co pozornie wydaje się nie do oswojenia. Dlatego też szczyty - im wyższe i bardziej niebezpieczne - przyciągają uwagę i wywołują wewnętrzne pragnienie przezwyciężenia lęków i słabości i spojrzenia na świat z innej perspektywy. Nie trzeba od razu planować zdobycie Mount Everest - dla kanapowca pokonaniem siebie może być wdrapanie się najłatwiejszym szlakiem na Trzy Korony. Najważniejsze jest to, żeby wyjść.




Świeże, górskie powietrze sprzyja myśleniu. Nawet tłumy turystów na szlakach nie były w stanie wyrwać mnie z tego stanu pogrążenia we własnym umyśle, kiedy jestem tylko ja i moje słabości do przezwyciężenia. Myśli biegną swobodnie, a nawet najtrudniejsze tematy wydają się jakieś prostsze.




Co więcej, góry wyciszają. Można odrzucić wszystkie frustracje codzienności na rzecz skupienia się na naturze i docierania do własnych korzeni i człowieczeństwa. Uświadamiają słabość jednostki. W jasny sposób przekazują, że choć człowiek może wydawać się panem świata, to nigdy w pełni nie opanuje potęgi natury, która jako jego stworzycielka może go w jednej chwili unicestwić.




Zatem z czym kojarzą mi się góry? 
Ze spokojem, nawet na szlakach pełnych ludzi. Prawie nienaruszoną przyrodą, która zachwyca pięknem i niepowtarzalnością. Strumieniami, w których woda jest przejrzysta. Wyciszeniem, refleksją, ale też niebezpieczeństwem i niepewnością tego, co stanie się za chwilę.


Komentarze

Popularne posty