Jak zrealizować postanowienia noworoczne i nie zwariować


Za nami już pierwszy miesiąc nowego roku. Z wybiciem północy chyba większość ludzi wymyśla róże cele, które ma zamiar osiągnąć w nadchodzącym roku  Jak mają się Wasze postanowienia noworoczne? Znowu nie wyszło i porzuciliście ćwiczenia po kilku dniach, a dietę po tygodniu? O dziwo, moje mają się całkiem nieźle - może dlatego, że to nie do końca są "noworoczne", a może w końcu wzięłam się w garść?

Kilka słów o własnych celach i sposobach ich osiągania - w rozwinięciu.






Nikt nie lubi ciągłej presji, więc po co wywierać ją na sobie? Poziom stresu w szkole, pracy czy innych miejscach jest na tyle duży, że nie ma sensu dodatkowo frustrować się przez założenia, które są niemożliwe do wykonania. Przede wszystkim cele powinny być realne.

Przed dopisaniem do listy kolejnego celu przez kilka dni testowałam, czy będzie wykonalne. Zamiast radykalnie zmieniać tryb odżywania 1 stycznia, zaczęłam wprowadzać modyfikacje zaraz po świętach. Trzymam się dzielnie i widać już efekty.
Podobnie sprawa ma się z wysiłkiem fizycznym. Zamiast nagle narzucać sobie treningi pięć razy w tygodniu, lepiej usiąść z kalendarzem, poważnie zastanowić się nad swoim planem dnia i tygodnia i realnie ocenić, czy na pewno będziemy mogli poświęcić na to aż tyle czasu.


Drugi przystanek na drodze do celu: plan działania i organizacja czasu. Nic nie dzieje się samo z siebie, a najskuteczniejszą metodą spełniania marzeń jest stawianie małych kroczków. Dla mnie są one także czymś w rodzaju zapewnienia, że wszystko nie runie w jednym momencie. Po drodze mogę trafić na tyle przeciwności, że jestem przygotowana niemal na każdą ewentualność i mam pewność, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
Powolne dążenie do celu wiąże się z cierpliwością i wytrwałością. O ile pierwszego często mi brakuje i porzucam zadanie, tak po pewnym czasie wraca ono jak bumerang. Pojawiają się nawet wyrzuty sumienia, więc przypominam sobie o czym marzę i że nie dojdę do tego w inny sposób niż ciężką pracą. Od razu robi się lepiej.

A co zrobić ze sobą, gdy wszelkie chęci do życia się ulatniają, przyszłość maluje się w ciemnych barwach, a nawet najprostsze cele stają się nieosiągalne? Swoją potrzebną dawkę motywacji odnajduję w Internecie na portalach takich jak tumblr.com czy Pinterest. Nie są one niczym poza śmietnikiem pełnym różnorakich obrazków, jednak nawet w największym bałaganie udaje się znaleźć coś wartościowego. Kolejnym źródłem są… Wywiady ze sportowcami lub muzykami oraz ich profile na portalach społecznościowych – mam na myśli głównie skoczków narciarskich, gdyż to jedna z niewielu interesujących mnie dyscyplin. Nawet w odpowiedzi na najgłupsze pytanie można znaleźć zdanie, które potrafi być motywującym kopniakiem w tyłek.
Bezcennym – i oczywistym – źródłem motywacji są także rozmowy z przyjaciółmi, którzy wspierają mnie podczas realizacji nawet najbardziej nieosiągalnych celów, ale potrafią też uchronić przed przesadą, do której mam skłonności.

Według mnie właśnie te czynniki składają się na sukces. Choć wydają się banalne, to jednak nie zawsze zwracamy na nie uwagę. Nie warto męczyć się, narzucając sobie nierealne cele i porzucając je po tygodniu; wytrwałość pozwala osiągnąć niemal wszystko.




Żeby nie być gołosłowną, przedstawię nieco skróconą listę postanowień noworocznych. Upublicznienie jej zmotywuje mnie jeszcze bardziej ;)

1.     Będę regularnie pisać.
Prawdopodobnie jeden z najtrudniejszych celów do wypełnienia.

2.     Postaram się lepiej organizować czas.
Wspierają mnie w tym kalendarze, przypomnienia i lista zadań do wykonania w telefonie. To chyba nawet działa…

3.     Będę się więcej uczyć.

4. Przeczytam 52 książki jednocześnie podejmując wyzwanie czytelnicze.



5.     Zmienię styl życia na nieco zdrowszy.
Jestem na dobrej drodze. Nie chcę robić wielkiej rewolucji, bo wiem, że wtedy szybko porzucam postanowienia, więc robię to stopniowo.

6.     Nadal będę się rozwijać w dziedzinach leżących w sferze moich zainteresowań.




Komentarze

Popularne posty