Pentacon 50 mm 1.8 - krótki test amatora

Dzięki uprzejmości Oli (zapraszam na jej facebookowy fanpage, warto) miałam dziś okazję przetestować Pentacona 50mm f/1.8. Po raz drugi w życiu używałam stałoogniskowego, manualnego szkła (Pentacon teoretycznie ma autofocus, jednak z moim body - Nikonem D3100 - nie współpracuje), więc chwilę zajęło mi oswojenie się z nim. A potem... Potem zaczęło się "focenie". Obiektyw - jak wszystko - ma zarówno wady, jak i zalety. Żadne ze zdjęć w poście nie było w żaden sposób przerabiane.



1. BOKEH

Większość stałek oferuje ładne rozmycie tła, tak też jest z Pentaconem. Nie ukrywam, jestem zadowolona. Poniżej przykłady:



Promienie słońca na wodzie i lodzie




I Ola :)


2. OSTRZENIE

Minimalna odległość, na jaką ostrzy obiektyw, to 33 cm - i w takich zakresach radzi sobie bardzo dobrze. Im dalej, tym gorzej. Nie wiem, czy to wada każdego egzemplarza, czy tylko tego, którego używałam, ale nie ostrzył na nieskończoność. Problem pojawiał się już przy odległości kilku metrów:






Ostrzenie z minimalnej odległości



3. MYDLENIE

W obiektywie pojawiła się wada typowa dla starych lub tanich obiektywów. Przy maksymalnie otwartej przysłonie (1.8) obiektyw niemiłosiernie mydli i gubi ostrość, co jest bardzo uciążliwe.








Podsumowując:
Pobawić się pobawiłam, ale... Nic poza tym. Myślę, że nie zdecydowałabym się na kupno tego obiektywu, nie powalił mnie na kolana. Średnio sprawdza się nawet przy portretach. Poszukiwania dobrej stałki nadal trwają.


Kilka innych zdjęć wykonanych zestawem Nikon D3100 i Pentacon 50 mm 1.8


 









Komentarze

Popularne posty